Aplikacja na życie

przez | 8 lipca, 2020

Ciągnie się za nami nieustannie widmo epidemii. Niby wydaje się, że jest lepiej, ale w tv ostrzegają, że będzie jeszcze gorzej. Ciężko jest ogarnąć umysłem ten stan. Nie można nawet dokonywać podsumowań tego trudnego czasu i tego ,,co mi Panie dałeś w ten niepewny czas”, skoro ten czas niepewny nadal trwa i nadal towarzyszy nam niepewność, co przyniesie jesień. Przynajmniej mnie towarzyszy ona na co dzień.

Jak już pisałam w poprzednich postach znacząco złagodziłam swoje spojrzenie na sprzęty wysokiej technologii – tablety, laptopy, telefony komórkowe. W tym trudnym czasie naprawdę łączyły ze sobą ludzi zamiast ich izolować. Stawały się jednym z podstawowych nośników wiedzy, rozrywki, relaksu, kontaktu. Widziałam też, że cała moja rodzina ściąga coraz więcej aplikacji na telefon. Okazało się, że istnieją aplikacje, które mogą nam ułatwiać życie, porządkować je, ba nawet troszczyć się o nasze zdrowie i samopoczucie. Oczywiście mnóstwo jest aplikacji z grami, z teleturniejami, planujące nasze treningi, których upragnionym zwieńczeniem jest płaski brzuch. Ale istnieją także aplikacje, które mierzą nasze kroki, pilnują, żebyśmy się odpowiednio dużo ruszali w ciągu dnia, kiedy się zasiedzimy przypominają, żeby wstać i się przespacerować. Nawet są takie aplikacje, które mierzą długość i jakość naszego snu.  Kilka aplikacji w telefonie i zaczynamy lepiej spać, więcej się ruszać, miło spędzać wolny czas, słowem lepiej i efektywniej żyć. Śledząc tego typu nowinki technologiczne zaczęłam się zastanawiać, czy to jest wielkie udogodnienie naszego życia, czy wręcz przeciwnie – wielkie zniewolenie. Z jednej strony – zdejmują nam z głowy ciężar pamiętania o wielu sprawach, ale jednocześnie rozleniwiają, sprawiają, że nasza wolna wola i nasza sprawczość ulegają osłabieniu. Wydaje mi się, że takie nadmierne zaufanie technologii, a nie własnej intuicji, osłabia nas, sprawia, że tracimy czujność, przestajemy wsłuchiwać się w siebie, w swoje potrzeby, w funkcjonowanie naszego organizmu.

Aplikacje stały się integralną częścią naszego życia, instalujemy je i wykorzystujemy bezrefleksyjnie, odruchowo. I powoli szukamy kolejnych aspektów naszego życia, które moglibyśmy powierzyć nowym aplikacjom. Do tego stopnia im ufamy, że część rodziców zaczyna mnie podpytywać o aplikacje, które mogłyby wspomóc rozwój mowy maluszka. I oni tak na poważnie. Bo skoro aplikacja ogrania różne sfery naszego życia, to dlaczego by nie tą właśnie – językową i komunikacyjną.

Zawsze mówię jedno, także ze śmiertelną powagą, że takowej nie ma, że nawet gdyby była, to bym nie poleciła. Bo o ile łaskawszym wzrokiem zaczynam patrzeć na nowinki cyfrowe, to jednakowoż uważam, że umiar i zdrowy rozsądek to podstawa w ogóle w całym życiu. Za każdym razem podkreślam, z uporem maniaka, że nic tak nie rozwija dziecka, jego wiedzy o otaczającym świecie, jego osobowości, emocji, a także języka, jak bezpośredni kontakt z najbliższymi, codzienna rozmowa, wspólna zabawa, wspólne spędzanie czasu, wspólne przewalanie się po kanapie w chwilach nudy i beztroski.

Różne badania i eksperymenty psychologiczne pokazują, że dziecko najszybciej nabiera różnych umiejętności, kiedy demonstruje je osoba mu bliska ,,na żywo”, dużo trudniej i dużo wolniej uczy się tej samej czynności, kiedy ona jest demonstrowana przez tą samą osobę, ale jako filmik na tablecie. Bo jednak w codziennym kontakcie nie tylko ważna jest dla dziecka sama nauka, samo przekazywanie wiedzy, ale bliskość, fizyczny kontakt, porozumiewawcze spojrzenie w oczy, uśmiech aprobaty, kojący głos.

Dlatego mimo lekkości i łatwości obsługi aplikacji postawny jednak na analogowy kontakt fizyczny i bliskość.

Jedna myśl nt. „Aplikacja na życie

  1. Pingback: Kto pyta nie błądzi - Impresje logopedyczne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *