Małe szczęścia

przez | 10 sierpnia, 2021
Mazury

Długo wyczekany urlop, jak zawsze ukochane Mazury, cisza, spokój, bliski kontakt z naturą. Przez naszą działkę wczesnym rankiem przemaszerowało stadko kuropatw. Szły, jak po swoim. W południe kilkanaście bocianów latało nad dachem naszego domku. W oddali słychać krzyk żurawi. Nad jeziorem śmiało do ludzi podpływają łabędzie. Niesamowita jedność z przyrodą, ze zwierzętami. Odpoczywamy, tak, jak lubimy najbardziej. W gronie najbliższej rodziny, w otoczeniu zieleni, nad wodą przynoszącą ukojenie od upałów, nad wodą, gdzie dzieciaki całymi dniami się pluskają, budują tamy, wodne korytarze, kleją kotlety z błotka. Nad wodą, gdzie moja starsza córka wypływa z mężem na sam środek jeziora, nurkują i podziwiają podwodne krajobrazy, ławice ryb. Nad wodą, gdzie ta sama córka wraz ze swoim tatą próbują windsurfingu i choć nie jest łatwo, choć treningi wyciskają jej łzy z oczu, bo spadła nie raz, nie dwa z deski, to jednak podnosi się, staje na niej kolejny raz, balansuje, walczy ze sobą, z wiatrem i żaglem i daje radę. Jednym słowem pełnia szczęścia. Naprawdę jest sielankowo, beztrosko, radośnie i leniwie.

I czas ten jest wypełniony małymi serdecznymi gestami, jakie wszyscy sobie okazujemy. One są naprawdę spontaniczne, niewymuszone, płynące z głębi serca. Zawsze mnie to wzrusza i porusza. Ostatnio mój mąż uciął sobie zasłużoną poobiednią drzemkę, jak to na urlopie. Przez nasz pokój w poszukiwaniu torebki przewinęła się nasza młodsza córka. Nie przeszła obojętnie obok śpiącego taty. Przykryła go kocykiem, cicho zamknęła drzwi, żeby odgłosy rozmów, pisków, krzyków, śmiechów płynące z serca domu – salonu, nie przeszkodziły mu w wypoczynku. Taki drobny gest, nasze codzienne małe szczęście. Które niezwykle buduje jedność naszej rodziny. Nasza córka idzie przez życie jak burza, nagina przepisy, nie dostosowuje się łatwo do narzuconych reguł, kwestionuje nasze zakazy i nakazy, jest niezwykle uparta i zdecydowanie potrafi przystawać przy swoim zdaniu. Ale jednocześnie jest niezwykle empatyczna, wrażliwa na potrzeby innych ludzi, współczująca. Zawsze się podzieli, zawsze przyjdzie pocieszy, przytuli się. Jest uczuciowa i emocjonalna.

Dla odmiany nasza starsza, prawie dwunastoletnia córka codziennie zabiera siostrę i małych kuzynków (kolejno lat 8, 6, 4) na plac zabaw, nie bawi się sama, za to pilnuje niesforną trzódkę, by bawili się zgodnie, ostrożnie, bez przepychanek. Prawdziwy strażnik Teksasu i pan BHP w jednym. Ale dzięki temu, my czyli jej rodzice oraz wujek i ciocia mamy czas dla siebie, na odpoczynek, na sen, na czytanie książek. Poza tym cierpliwie bawi się z młodszą siostrą końmi, lalkami. Starsza pociecha robi to sama z siebie, bez niechęci, spontanicznie. Kolejne nasze małe szczęście.

Mój mąż, który ma zawsze gest, robi mi miłe niespodzianki, kupuje piękne kolczyki, sukienki, żeby było mi milej iść do pracy, ale też podsyła ciekawe artykuły naukowe, propozycje interesujących szkoleń, które mogłyby mnie zainteresować, opłaca bez mrugnięcia oka te szkolenia, na które się zapisuję. Organizuje czas córkom, kiedy ja jestem na szkoleniu, albo dba, żeby w domu była cisza, kiedy biorę udział w webinarze. Takie moje małe szczęście…

Są to nieliczne przykłady takich momentów z naszego życia, drobnych uczynków, czułych gestów, które poprawiają naszą codzienną egzystencję, nie tylko na wakacjach. I zdecydowanie nam daleko do idealnej rodziny, bo też przeżywamy sytuacje kryzysowe, ciche dni, napięcia i spory. Ale dzięki tej dobrej energii, którą ładujemy się na co dzień, łatwiej nam pokonać chwilowe kryzysy. Dawno temu pisałam o czułych słówkach, które też w znaczący sposób definiują moją rodzinę, konstytuują ją. Są niezwykle ważne, a ja jako logopeda sporo wiem o słowach… Ale za tymi słowami powinny iść też gesty i czyny. I w każdej rodzinie są one ważne, są przypisane tylko tej, a nie innej rodzinie. Bo każdy z nas ma inne potrzeby.

Doświadczając takich małych szczęść na co dzień, doświadczając ich kojącej mocy, ich energetycznego ładunku, ich dobrodziejstwa, staram się przekładać takie drobne gesty w codziennej pracy terapeutycznej. Bo na zajęciach najważniejsza jest atmosfera, nić porozumienia, nawiązanie relacji. Bo nie ma nic bardziej kojącego i relaksującego dla dziecka, jak odpowiedni ,,pomocnik” na zajęciach: dinozaur, z którym skaczemy po sylabkach, bohater Psiego Patrolu może nam podpowiadać trudne słowa do powtórzenia lub zapamiętania trzech w odpowiedniej kolejności. Bo zawsze warto zakończyć kolejne spotkanie drobnym upominkiem – naklejką, stempelkiem lub kartą z talii o ulubionym bajkowym bohaterze, które dziecko będzie kolekcjonować przez cały czas trwania terapii.  Warto inwestować w pomoce, tworzyć własne, wykorzystywać już te posiadane do nowych aktywności, w nowej odsłonie. Warto umilać i tak żmudną pracę dziecka z deficytami, które musi ciężko się napracować, żeby osiągnąć sprawność dziecka zdrowego, któremu wszystko przychodzi od tak, z biegiem czasu… Oczywiście są takie momenty terapii, że nie wszystko możemy przekuć w zabawę, że czasami dziecko musi wykonać ciąg trudnych, nieatrakcyjnych ćwiczeń oddechowych, mięśniowych, artykulacyjnych. Ale przecież nie o to chodzi w życiu i w terapii, żeby zawsze było miło i zabawnie, ale żeby w tej naszej gabinetowej i domowej przestrzeni zaistniały małe szczęścia. Bo z nimi łatwiej jest żyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.