Go to Hel

przez | 11 stycznia, 2022

My znów w drodze… Korzystając z noworocznego długiego weekendu i faktu, że szkoła obecnie nadal online, więc z każdego miejsca na ziemi można połączyć się z klasą, ruszyliśmy w Polskę. I nie był to kierunek „w góry”, choć tak by wskazywała logika – zima, przerwa świąteczna, śnieg. My, tradycyjnie, wbrew wszystkim, ponownie wybraliśmy morze. Tym razem Hel. Byliśmy tu już jakiś czas temu, ale jesienią. Mamy z tego miejsca wiele miłych wspomnień, więc z sentymentu przyjechaliśmy tu po raz kolejny. Lubię wracać do znanych miejsc. Szczególnie jeśli poprzedni pobyt był udany. Dobrze się czujemy w takich miejscach. Są one już oswojone, znane. Stajemy się bardziej tubylcami niż przyjezdnymi. Wiemy, gdzie co jest, gdzie sklep, gdzie apteka, gdzie wędzą świeże ryby. Czasami takie poczucie bezpieczeństwa, swojskości jest potrzebne. Nie zawsze do prawdziwego odpoczynku potrzebuję nowych wyzwań, nowych miejsc do odkrycia. Często te same miejsca, w innej scenerii, są także zupełnie inne, zaskakujące. Bo czasami taka pewność, swojskość, jest potrzebna, a nawet wskazana. Gdzie nic nie trzeba, nic nie musimy, gdzie tylko czerpiemy. Oczywiście przed wyjazdem nasłuchałam się życzliwych uwag: ,,nad morze zimą?”, ,,wywieje was”, ,,ja tam wolę narty” itp. I super, ja rozumiem te argumenty, rozumiem, że komuś nie pasuje morze zimą, że woli latem, żeby móc się opalać, a teraz woli zjeżdżać na nartach. Ja też lubię narty, cała nasza rodzina je lubi. Biegowe. I być może jeszcze tej zimy przyjdzie na nie czas. Ale, my do odpoczynku potrzebowaliśmy morza, które lubimy najbardziej, ale tylko wiosną, jesienią i zimą. Latem niekoniecznie.

Po raz kolejny Hel mnie urzekł i zachwycił. Dla mnie to miejsce szczególne, gdzie przyroda tak mocno miesza się z historią. Tam, gdzie w lesie bujnie porośniętym drzewami, krzewami, ukryte są bunkry świadczące o naszej bolesnej i heroicznej przeszłości. Gdzie obecne wojskowe posterunki i zasieki łączą się z bujnie rosnącymi trawami. Gdzie nie wiadomo odkąd się zaczyna roślinność, a gdzie się kończy się drut kolczasty. Gdy patrząc na bezkresne morze, potężne fale przechodzi mnie dreszcz emocji. Taka wrażliwość na przyrodę przychodzi chyba z wiekiem. Kiedyś byłam, jak moja starsza córka – szłam ze spuszczoną do dołu głową, pogrążona w swoich nastoletnich myślach i emocjach, skupiona na sobie, a nie na tym co wokoło. Albo, jak moja młodsza córka – pokonująca trasę w beztroskich podskokach, ciesząc się tak po prostu, bez powodu. I oby świat za szybko nie odebrał im tej swobody, radości, zdrowego egoizmu. Ja podążając za nimi, u boku męża, czasami zwracam im uwagę na coś ciekawego, godnego zauważenia lub zapamiętania. Może kiedyś, te wspólne wyjazdy wrócą do nich we wspomnieniach.

Te nadmorskie wypady, niezależnie od pory dnia, zawsze dają nam dużo satysfakcji i radości. Mimo tego, że z ostatniego moje córki wróciły przeziębione. I mimo ostrzeżeń, że nas zawieje, zmrozi, czerpiemy radość z tego pobytu. Bo kiedy dość szybko robi się ciemno, zaszywamy się w domowych pieleszach i spędzamy czas razem, w podgrupach, indywidualnie, w zależności od potrzeb i nastroju.

Bo czasami, a nawet zawsze warto postawić na swoim. Co też nie oznacza, żeby trwać w głupim uporze, bez uwzględniania dobrych rad życzliwych ludzi. Ale też taka prawda, że ilu ludzi, tyle pomysłów. Warto żyć w zgodzie z samym sobą, wsłuchiwać się we własne potrzeby oraz potrzeby swoich najbliższych.

Ale bardzo często wokół nas jest dużo doradców, którzy wiedzą najlepiej, co jest dla nas najlepsze. Bo im się sprawdziło więc innym też musi. Łatwość w dawaniu nieproszonych rad często idzie w parze z łatwością oceniania działań innych. Nigdy nie jesteśmy na czyimś miejscu, nigdy nie znamy w pełni czyjejś sytuacji, emocji, przeszłości, doświadczeń życiowych. Dlatego mając na uwadze czyjeś dobro powinniśmy mieć to w pamięci. Zdarza mi się, że rodzic nie zawsze stosuje się do wszystkich moich zaleceń, czasami nie podejmuje rozszerzonej diagnostyki medycznej, odsuwa w czasie np. konsultację z neurologiem czy psychiatrą. I mimo, że ja wiem, że na pewnym etapie dziecka taka konsultacja okaże się nieodzowna, bo w przedszkolu dziecko spotyka się z ostracyzmem i dorosłych i rówieśników, bo jego zachowania nie zawsze są akceptowalne społecznie. Teoretycznie wydaje mi się, że ja, jako rodzic, reagowałam szybciej, energiczniej. Ale czy na pewno? ,,Znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono”, jak mówi poetka.

Dlatego zarówno w życiu, jak i w gabinecie bądźmy wyrozumiali dla wszystkich, którzy stają na naszej drodze. Bo śnieg na plaży może także dostarczyć wielu emocji i wywołać radość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.